HISTORIA TEATRU

TEATR JANINY AWGULOWEJ

Pierwszy polski teatr dla dzieci w wieku przedszkolnym powstał w Toruniu w 1950 roku. Założyła go Janina Awgulowa – z zawodu zamiłowania pedagog, która całe swoje życie poświeciła pracy z dziećmi i dla dzieci. W czasie wojny w rodzinnym Wilnie prowadziła tajne komplety. Wtedy dzieci z całego osiedla w wieku od 5 do 16 lat przychodziły na lekcję, często do późnej jesieni chodziły boso.(Janina Awgulowa – J.A.). Za działalność konspiracyjną w strukturach Armii Krajowej Niemcy wydali na nią dwukrotnie wyrok śmierci. Zbierałam materiały o ruchu wojsk hitlerowskich. Musiałam się ukrywać przez parę lat. Uczyłam Danusię Rodziwiczównę, Irenkę Kuncewiczównę w majątku pod Wilnem. Ukrywałam się na Wileńszczyźnie przez kilka lat. (J.A.). W ostatniej chwili przed aresztowaniem ostrzegły ją właśnie dzieci. Dzięki nim zdążyła uciec. – Wiedziałam, że dzieciom zawdzięczam życie i że kiedyś ten dług będę chciała spłacić – wspomina w rozmowie z Emilią Betlejewską.

Po wojnie, w 1945 roku trafiła do Torunia, gdzie jako wolontariuszka czytała dzieciom bajki w szpitalach. Później pracowała w toruńskim studiu radiowym współpracującym z Rozgłośnią Polskiego Radia w Bydgoszczy. Zbigniewowi Kopalko, który tam pracował, przyniosłam napisane scenariusze bajkowe. Pierwszy z nich napisałam w 1936 roku, kiedy byłam urzeczona „Prometeuszem skowanym” Ajschylosa. Poznałam „Radiową Rodzinkę” [audycja Zenona Jarugi –M.J.], a moje opowiadanie zostało nagrane i wyreżyserowane przez ciocię Halę [Halinę Malinowską – M.J.], bardzo lubianą przez dzieci. Wtedy zobaczyłam na czym polega magia teatru radiowego (J.A.). Awgulowa pisała scenariusze do „Radiowej Rodzinki”. Odczuwała jednak brak bezpośredniego kontaktu z dziećmi, ponadto, jak wspomina w radiu zaostrzyła się cenzura, zmienił się nastrój i musiałam zrezygnować z pracy. Założyła więc Teatr Młodego Widza skierowany do młodzieży. Z jednej strony mam to, czego chciałam: żywiołową reakcję, wpatrzone, zachwycone oczy dziecięce, ciepłe, przyjazne recenzje, trochę popularności wśród najmłodszych mieszkańców grodu. Ale czy jestem na właściwej drodze? Nie ma w mojej pracy ciągłości, trwałości oddziaływania (J.A.). Zaczęło w niej kiełkować pragnienie stworzenia teatru lalkowego przeznaczonego dla dzieci w wieku przedszkolnym. Rozmowa z Krystyną Lassotową, kierowniczką Miejskiego Przedszkola nr 13 w Toruniu rozwiała wątpliwości: Już się nie waham. Stwierdzam, że decyzja pracy z lalką sceniczną jest słuszna. Zwłaszcza, że będzie ona służyła najmłodszym. Nowy teatr lalek nazywam „Zaczarowanym Światem” (J.A.).

W przygotowania do pierwszej premiery włączyli się wszyscy bliscy pani Awgulowej. Jej mąż architekt lepił lalki, siostra pomogła szyć kostiumy i dekoracje. Aktorami były dzieci uczęszczające do przedszkola, lalkarzami zaś ich rodzice. Zrobiono przenośną scenkę. Teatr Ziemi Pomorskiej (dzisiejszy Teatr im. Wilama Horzycy) podarował „Zaczarowanemu Światu” reflektory. Znalazła się firma, która wykonała parawany. Skrzypek, pan Górecki opracował muzycznie naszą bajkę – wspomina Awgulowa. Powstał spektakl oparty na bajce Ewy Szelburg-Zarembiny O kuchareczce Petronelce, której cały świat w gotowaniu pomagał. Aktorami byli Antonina Maksymowicz, Jadwiga Porzyńska, Bożena Halkiewiczowa. Długie lata grała z nami niezapomniana pani Warcimowicz –dodaje.

Reakcja na przedstawienie była entuzjastyczna. Okazało się, że zapotrzebowanie na tego rodzaju teatr jest w Toruniu bardzo duże. Korzystały z niego wszystkie przedszkola, a także pierwsze klasy szkół podstawowych. Na spektakle przyjeżdżały dzieci z Bydgoszczy, Włocławka, a nawet z Białegostoku. W przedszkolach brakowało wówczas wychowania przez sztukę, a propozycja „Zaczarowanego Świata” była zgodna z programem nauczania i doskonale się sprawdzała jako pomoc dydaktyczna. Wyrazem rzeczywistej potrzeby funkcjonowania teatru w środowisku pedagogów był fakt, że toruńskie przedszkola powołały w tamtym czasie specjalny fundusz wspierający prace teatru. „Zaczarowany Świat” wychował kilka pokoleń dzieci.

Pod koniec lat 50 Janina Awgulowa nawiązała współpracę z toruńską szkołą muzyczną oraz z kierunkami artystycznymi Uniwersytetu Mikołaja Kopernika. Uczniowie średniej szkoły muzycznej opracowali spektakle muzyczne, uczyli też dzieci śpiewu. Młodzi ludzie, którzy przychodzili wówczas do teatru, mieli możliwość korzystania z jego przestrzeni i potencjału do własnych poszukiwań artystycznych, zaś teatr zyskał młodzieńczą świeżość i zapał nowych współpracowników. Aktorstwa lalkarskiego uczyli się od pani Janiny. – „Zaczarowany Świat” to kilkanaście lat mojego życia. A i teraz, mimo rozluźnionej więzi, jest dla mnie ważny nie tylko jako wspomnienie. Trafiłam do zespołu w 1975 roku. (…) Występowałam wcześniej w studenckim zespole teatralnym, ale nie miałam zielonego pojęcia o teatrze lalek. Uczyłam się wszystkiego w „,marszu”, od pani Janeczki i innych członków zespołu. Pomagała mi w tym atmosfera, jaka panowała w "Zaczarowanym Świecie”, pełna życzliwości i ciepła – wspomina Alicja Kuczyńska (A.K.), która pod koniec lat 80. Pełniła funkcję pełniącej obowiązki dyrektora teatru. W trakcie wspólnej pracy nie brakowało zabawnych i zaskakujących zdarzeń. Wspomina Janina Awgulowa: -Graliśmy „Złotą rybkę” Puszkina. Było morze i rybak (Wiesław Ruciński, który wołał złotą rybkę (Krystyna Goga). Wołał i wołał, a złota rybka się w ogóle nie odzywała, bo zdrzemnęła się przy kaloryferze. Innym razem zając spadł na widownię. Kiedy indziej Grażynka Jamroży była Antosiem w czerwonej czapeczce i zamiast przejść za parawanem, poszła przed parawanem – ku zdumieniu naszemu, swojemu i widowni.

W roku 1977 do „Zaczarowanego Świata” trafiła Emilia Betlejewska. Rok później – Grażyna Jamroży, która wspomina: - Nie miałam zielonego pojęcia o czymś takim jak teatr, bardzo się bałam. Przyszłam pierwszego dnia do pracy. Patrzyłam, jak się wszyscy krzątają, nie wiedziałam, za co mam się wziąć. Niczego nie potrafiłam. Z czasem odkryła jednak w sobie talent lalkarza. Razem z Leonardem Korsakiem, emerytowanym solistą Opery Bydgoskiej wymienieni aktorzy tworzyli zespół do końca lat 80. Kiedyś byłyśmy w teatrze same z Alicją Kuczyńską, reszta zespołu miała wolne – wspomina Betlejewska. – Nagle zjawiła się niezapowiedziana publiczność. Tłumaczyłyśmy, że się pomylili, że dziś nie gramy. Nauczycielki tak bardzo nas prosiły, żebyśmy pokazały chociaż fragment jakiegoś spektaklu; dzieci bardzo się cieszyły na tę wizytę, że zgodziłyśmy się pokazać jedną scenę. Po pierwszej – drugą… I tak dalej… „Ściągałyśmy” tylko co jakiś czas z widowni nauczycielki, które pomagały nam przestawić zbyt ciężką dekorację. Tym sposobem zagrałyśmy całego „Krawca niteczkę” we dwie, podczas gdy spektakl grało pięć osób.

Teatr „Zaczarowany Świat” współpracował w tamtym czasie także ze scenografami i kompozytorami. Podczas gdy funkcję dyrektora teatru pełniła Janina Awgulowa, w „Zaczarowanym Świecie” pracowali plastycy, między innymi: Elżbieta Polakiewicz, Tadeusz Rupiewicz, Lucjan Zamel i Maria Serwińska-Guttfeld i muzycy: Roman Kaniewski, Andrzej Nowicki, Wiesław Ruciński, Krzysztof Zaremba, Andrzej Jarmoży, Paweł Dudzik i Maciej Piotrowski. Z teatrem zaprzyjaźnieni byli: Władysław Jarema i Jan Sztaudynger. Swą teatralną przygodę rozpoczynali tu aktorzy „Baja Pomorskiego”: Daniela Turalska, Mirosław Szczepański. Wiele osób, które pracowały bądź współpracowały z zespołem teatru, to dzisiejsi nauczyciele i pedagodzy, artyści-plastycy, ludzie teatru i świata kultury.

TEATR EMILII BETLEJEWSKIEJ

W 1989 roku Emilia Betlejewska otrzymała roczne stypendium teatralne z la Nuova Opera dei Burattini – rzymskiego teatru lalek, którego założycielką i dyrektorką była Maria Signorelli (1908- 1992), światowej sławy lalkarka, scenograf, prezes włoskiej Union Internationale de la Mrionnette (UNIMA) międzynarodowego stowarzyszenia lalkarskiego działającego od roku 1928, skupiającego pond 60 krajów z całego świata. Wieloletnie doświadczenie pracy w „Zaczarowanym Świecie” oraz poznanie nowych technik i rozwiązań scenicznych we Włoszech zaprocentowało determinacja i odwagą, by przejąć dowodzenie toruńskim teatrem lalkowym.

Początki tej pracy w teatrze nie wskazywały jednak na to, że po latach przejmie stery z rąk Janiny Awgulowej. – Nigdy nie lubiłam teatru lalek, i jako dziecko, i jako dorosły człowiek. Nawet gdy zaczęłam pracę w teatrze. Nie lubiłam też telewizyjnych spektakli lakowych. W ogóle nigdy w życiu nie lubiłam lalek. Wolałam samochody. Pamiętam taki epizod z dzieciństwa. Zaprowadzono nas ze szkołą podstawową do Domu Kultury w Brodnicy na spektakl teatralny. W trakcie przedstawienia uciekłam do domu… Pytana o początki pracy w „Zaczarowanym Świecie” odpowiada, że wszystko stało się zupełnie przypadkowo. Były lata 70. Nie dostałam się na wymarzone studia. Zaproponowano mi pracę w bibliotece Studium Nauczycielskiego, w którym mieścił się Teatr Lalek „Zaczarowany Świat”. Dyrektorka skierowała mnie na studia zaoczne i poinformowała, że w bibliotece pracuję na pół etatu i mogę dorabiać wspomagając „Zaczarowany Świat”. Na początku bardzo źle się czułam. Dołączyłam do zespołu, w którym pracował wówczas: pani Janina Awgulowa, Alicja Kuczyńska, Grażynka Jamroży i Mirek Szczepański. Czułam się obco, źle, nie wiedziałam, co właściwie mam tam robić. Chętnie szybko wychodziłam do domu. Pierwsza zmiana myślenia o teatrze nastąpiła, gdy Awgulowa zaproponowała jej zrobienie projektu ilustracji do swojej książki. Dużo wcześniej interesowałam się plastyką, chciałam nawet studiować malarstwo. Pani Janina swoją propozycją otworzyła mi furtkę, dzięki której poczułam, że znajdę tu swoje miejsce. Mogłam w końcu rozwijać zainteresowania. To był pierwszy impuls. O uzdolnieniach plastycznych Betlejewskiej wspomina Barbara Rogalska: - Niewiele osób wie, że jest ona autorką większości scenografii oraz tekstów przedstawień. To jej talentowi i niekwestionowanym umiejętnościom lalki zawdzięczają konstrukcję oraz charakteryzację. To samo tyczy się dekoracji. Ta kobieta o malutkich dłoniach potrafi dokonać prawdziwych cudów teatralnych. Płaczącemu dziecku zrobiła kiedyś koguta ze zwykłej gazety. Był zjawiskowy. Myślę, że zachwycił nauczyciela i całą klasę.

Na początku Betlejewska – jak każdy, kto trafia do „Zaczarowanego Świata” – robiła wszystko – grała, pracowała przy wykonywaniu lalek i scenografii, sprzątała. Po jakimś czasie zaproponowano jej napisanie pierwszego scenariusza, dzięki któremu mogła rozwijać swoje zamiłowania literackie; później była pierwsza reżyseria spektaklu. Tak powoli toczyła się moja teatralna droga, która stała się wtedy przygodą na całe życie- mówi.

TEATR POTRZEBNY?

Działalność teatralna i edukacyjna zainicjowana przez Emilię Betlejewską jest imponująca i cieszy się niesłabnącym powodzeniem. Oprócz pracy z członkami zespołu nad kolejnymi spektaklami, dużo czasu poświeciła projektom edukacyjnym, a powołana przez nią Fundacja „Pro Theatro” realizuje potrzeby włączenia się w dyskusję nad zaangażowaniem społecznym teatru, nad jego realnym wpływem na życie konkretnej społeczności. Chętnych, by podjąć naukę w studium nie brakuje, a każdy nowy projekt fundacji cieszy się dużym zainteresowaniem mieszkańców miasta. Tym bardziej zaskakujące są wnioski, jakie wyciąga Betlejewska po kilkudziesięciu latach pracy. Mimo planów inwestycyjnych związanych z budynkiem teatru, idei coraz większego eliminowania słowa na rzecz plastycznego obszaru scenicznego i wreszcie kolejnych pomysłów na projekty zaangażowane społeczne ma ona obawy i wątpliwości związane z przyszłością teatru Lalek „Zaczarowany Świat”. Okazuje się bowiem, że sytuacja związana z zainteresowaniem toruńskich przedszkoli repertuarem teatru znacząco się zmieniła w ostatnich latach. W zawodach z konkurencją, nierzadko niestety słabszą, ale za to tańszą „Zaczarowany Świat” zdaje się przegrywać.

- Czasem zadaje sobie pytanie, czy ten teatr rzeczywiście jest komuś potrzebny. Czy on jest potrzebny widzom? Czy tylko mnie i zespołowi, który chce się gdzieś realizować? Czy on jest potrzebny dzieciom? – pyta Emilia Betlejewska. – Gdy mówię, że jest 60-lecie istnienia teatru, więc może pora, żeby zamknąć teatr, zmienić jego formułę, że coś się musi zdarzyć innego, to słyszę wiele opinii, np. od Zosi Mocarskiej, od osób dorosłych, które ten teatr odwiedzają: „ nie ma mowy, nie można tego zrobić, to jest bardzo ważne dla dzieci”. Nie odczuwam tego ze strony osób, które te dzieci do nas przyprowadzają i od których zależy, czy one do nas trafią. Bo dzieci o tym nie decydują. Decyzje podejmują dorośli. I to jest moja refleksja po 32 latach pracy. Czy „Zaczarowany Świat” jest jeszcze komuś potrzebny?